Wegańscy aktywiści kontynuują swoją ofensywę ignorując doniesienia naukowców, że taka dieta prowadzi do ograniczenia funkcji poznawczych, obniżenia ilorazu inteligencji człowieka (IQ) oraz jest szkodliwa dla dzieci nienarodzonych, noworodków, dzieci i dorastającej młodzieży. Aby zewrzeć szeregi musieli swoim wyznawcom wskazać wroga. Pierwszym wrogiem stali się myśliwi, a przecież ewolucja człowieka trwająca przeszło trzy i pół miliona lat to historia łowiectwa, więc każdy człowiek, również weganin ma w swoim genomie 100% myśliwskich genów. Na szczęście myśliwi przejawiający cechy pierwotnych łowców i wojowników nie ulegają szykanom kulinarnych aktywistów spod znaku wege. Chociaż obrzydliwie nazywani przez zwolenników ideologizacji diety „mordercami zwierząt”, niezmiennie walczą z ASF-em oraz prowadząc konieczną dla rolnictwa i równowagi ekologicznej gospodarkę łowiecką. Warto dodać, że robią to na własny koszt ponosząc duże wydatki. Państwo polskie, niestety, nie wspiera myśliwych w obawie przed otwartą krytyką wegemediów. Dla polityków liczą się słupki poparcia, a nie dobre imię myśliwych i to mimo faktu, że to nie rząd tylko myśliwi w Polsce płacą rolnikom odszkodowania za szkody wyrządzone przez dzikie zwierzęta na ich uprawach. Są kraje w których te szkody pokrywa państwo. W efekcie wegańska ofensywa trwa, a nawet przybiera na sile. Ruch wegański zwiera szyki i stara się przejmować inicjatywę ustawodawczą, chcąc mieć wpływ na politykę. Cóż, wegeaktywiści, mieniący się ekologami lub zielonymi, marzą o parlamentarnych dietach (szczególnie w lepiej opłacanym europarlamencie) i o rządowych fotelach. Wykorzystując łatwowierność i wrażliwość młodzieży budują ruch polityczny, który ma stanowić dla nich trampolinę do politycznych łupów. Posłużmy się przykładem organizacji, której przedstawiciele złożyli na forum Parlamentu Europejskiego projekt programu wprowadzającego picie szkodliwego „mleka” sojowego (zawiera fitoestrogeny) przez dzieci we wszystkich szkołach Unii Europejskiej dwa razy w tygodniu. Mleko krowie zostałoby zastąpione niezdrowym „mlekiem” sojowym. Krótko mówiąc, skoro według wegańskich wieszczy wszyscy powinni być weganami, to należy zacząć od najmłodszych, bo tych nie trzeba pytać o zdanie.Tymczasem mleko zostało już rozlane i to bynajmniej nie sojowe. 29 sierpnia bieżącego roku sąd stanu Floryda w USA skazał wegańską matkę (Sheilę O’Leary) na karę dożywotniego więzienia za zagłodzenie na śmierć 18 miesięcznego syna. Chłopczyk był karmiony przez matkę wyłącznie sokami, owocami (głównie bananami, mango, awokado, rambutanami) i dokarmiany mlekiem matki. Należy podkreślić, że mleko matek weganek ma mniejszą wartość odżywczą. W związku z niejedzeniem mięsa jest ubogie np. w witaminę B12 oraz wielonienasycone kwasy tłuszczowe omega-3, które są niezbędne do właściwego rozwoju mózgu szczególnie u dzieci w okresie prenatalnym i noworodków, ale także starszych dzieci. Sheila O’Leary wegańską dietą doprowadziła do stanu skrajnego niedożywienia również dwójkę swoich pozostałych dzieci, a kolejne adoptowane dziecko zostało jej wcześniej odebrane przez sąd i zwrócone biologicznemu ojcu z tego samego powodu. Należy podkreślić, że jest to skrajny ale nie jedyny przypadek gdy ofiarami wegańskiej indoktrynacji stały się dzieci. Wyszukiwarka internetowa Google pomoże znaleźć ich wiele. Co zawiodło, że umierają ludzkie dzieci? Odpowiedź jest prosta – weganizm i wegetarianizm nie stanowią alternatywy dla zdrowego żywienia kobiet w ciąży, noworodków, dzieci i dorastającej młodzieży. W sposób oczywisty nasz ludzki rozwój od co najmniej 3,5 mln lat kształtował się na bazie mieszanej diety mięsnej i roślinnej, gdyż wszyscy jesteśmy potomkami myśliwych. Dlatego dieta pozbawiona mięsa stanowi poważne zagrożenie dla rozwoju funkcji poznawczych, rozwoju i funkcjonowania inteligencji, zdrowia psychicznego i zdrowia w ogóle. Prowadzi do niedorozwoju poznawczego skutkującego obniżeniem inteligencji nawet o 10-15 punktów IQ, a także wzrostu zachowań agresywnych. To powinno wiele wytłumaczyć niedouczonym i agresywnym weganom. Ludzie ci powinni odpowiedzieć sobie na pytanie, czy Sheila O’Leary i jej zagłodzony na śmierć 18 miesięczny synek są ofiarami głoszonych przez nich poglądów i czy to nie oni sami zasługują na miano „morderców dzieci”. W tym przypadku wegański fanatyzm zaowocował trwającą 18 miesięcy gehenną bezbronnego dziecka oraz równie przerażającym zanikiem instynktu macierzyńskiego jego matki. Bez odpowiedzi pozostaje pytanie, ile dzieci w wegańskich rodzinach zapłaci niepełnym rozwojem i gorszym stanem zdrowia za błędy żywieniowe swoich rodziców.

Foto: reddit.com

Powiązane posty