Zdawać by się mogło, że temat używania ołowiu przez myśliwych ucichł, a venatofobiczne organizacje wypijają kolejne butelki szampana przegryzając tortillą z humusem, aby opić zwycięstwo.

Za niewiele ponad rok w życie wejdzie unijna dyrektywa, zakazująca stosowania ołowianej amunicji śrutowej na terenach wodno-błotnych, której proces legislacyjny budzi wiele zastrzeżeń (chociażby w kwestii odrzucenia skargi złożonej przez Firearms United).

Venatofobiczne organizacje przez lata podawały dane, których zadaniem miało być oburzanie oraz straszenie społeczeństwo rzekomo ogromnymi ilościami ołowiu wprowadzanymi przez myśliwych do środowiska. Prezentowane przez nie wyliczenia sprawiają, że nawet pobieżnie znające się na temacie osoby łapią się za głowę i zastanawiają jakim sposobem ktoś jest w stanie w nie uwierzyć.

Tym samym przypominamy dlaczego opowieści o 600 tonach rocznie należy włożyć między bajki oraz jak niektórzy żerując na ludzkiej niewiedzy i nieznajomości tematu sieją nienawiść w stosunku do myśliwych i robią z ludzi idiotów.

Temat stosowania przez myśliwych amunicji ołowianej jest cyklicznie podnoszonym tematem przez organizacje, które za cel wzięły sobie ograniczenie lub też zakazanie uprawiania łowiectwa.

Jednym z argumentów używanym przez te organizacje jest rzekoma wysoka podaż ołowiu, jaki myśliwi mają w Polsce rokrocznie wprowadzać do środowiska. Duże liczby działają na wyobraźnię ludzi, zwłaszcza tych, którzy nie mają dogłębnej wiedzy na temat „strzeleckiej” rzeczywistości w polskim łowiectwie.

Dlatego też jako Instytut Analiz Środowiskowych chcielibyśmy się odnieść do wyliczeń, opublikowanych na stronie Niech Żyją! We wpisie „Myśliwska podaż ołowiu w środowisko”. Czy przedstawione wyliczenia są słuszne i czy mają swoje odbicie w rzeczywistości? Sprawdźmy.

Polowanie

Pierwsze zdanie dotyczące wykorzystania ołowiu na polowaniach nie zapowiada nic nadzwyczajnego. Ot przywołuje się, że „Myśliwi zabili w przykładowym sezonie 2017/2018 660 100 zwierzyny grubej i 593 730 zwierzyny drobnej.” – wszystko wygląda w porządku, dane łatwe do zweryfikowania i jak najbardziej prawdziwe (jedynie warto zwrócić uwagę na epatowanie słowem „zabili”, zamiast np. „upolowali”, to i tak umiarkowany wariant – mogli powiedzieć „bestialsko zamordowali” itp.). Wątpliwości budzi co innego, Niech Żyją! Wprowadzają dość ciekawą zmienną – „Zwierzyna gruba – założono, że do większych zwierząt zostały oddane przeciętnie trzy strzały, aby zabić jednego zwierzaka (strzały chybione, zwierzęta zranione i następnie dobijane, zabijane na miejscu)”. W tym przypadku praktykujący myśliwi mogą się chyba tylko złapać za głowę, a my przewrotnie zapytamy: czemu tak mało? Czemu tylko trzy? Podążając za tą logiką tych strzałów mogło być równie dobrze sześć – przypadkowy strzał w czasie ładowania broni, strzał chybiony, strzał raniący, strzał na dobicie rannej zwierzyny, strzał na wiwat oraz przypadkowy strzał podczas rozładowywania broni. Dodatkowo taki zabieg podniósłby dramatyzm całego przekazu, dodając jak bardzo nieodpowiedzialnymi użytkownikami broni palnej mają niby być myśliwi. Zmienna taka ma oczywiście za zadanie w sposób sztuczny podnieść wartość łącznej masy ołowiu jaką myśliwi mają wprowadzać do środowiska. Pytanie jakie się rodzi to – jak jest naprawdę?

Zgodnie z informacjami jakie zebrał Instytut Analiz Środowiskowych zdecydowana większość strzałów do zwierzyny kończy się na jednym strzale. Dotyczy to również przypadków kiedy mamy styczność z „dochodzeniem postrzałka”, które bardzo rzadko sprowadza się oddawania więcej niż jednego strzału. Na podstawie tych informacji należy estymować, że liczba przypadków wymagających dwóch strzałów zawiera się między 1/500 a 1/1000 zaś trzech 1/1000 a 1/5000. Innymi słowy zmienna wskazana przez Niech Żyją nie powinna w wyliczeniach wynosić 3, a powinna zawierać się między 1,0012 a 1,003. Innymi słowy liczbę strzałów kulowych należy szacować nie na 1980300, a na znacznie mniejsze 660893 do 662081. Warto to przeliczyć jeszcze na masę. Niech Żyją! za średnią masę pocisku przyjęli 10g – generalnie jest to słuszne jeśli spojrzeć na masy pocisków stosowanych w nabojach kalibrów z grupy 7,62, będącej de facto najpopularniejszą grupą kalibrów w naszym kraju. Czyli biorąc to pod uwagę uzyskujemy z działań 660893*0,01kg oraz 662081*0,01 wyniki, wskazujące, że w czasie polowań z użyciem broni kulowej myśliwi zużywać mają między 6608,93 do 6620,81 kg ołowiu, czyli niewiele ponad 6 ton rocznie, a nie prawie 20 ton, jak wskazuje Niech Żyją!. W dalszej części wypowiedzi wskazują, że teoretycznie 66 000 zwierząt miało zostać tylko ranionych i nigdy nieodnalezionych, ale mimo wielkich starań nie znaleźliśmy potwierdzenia dla tej informacji.

Zastrzeżenie budzą też dane dotyczące strzałów do zwierzyny drobnej. O ile rzeczywiście skuteczność strzałów w łowisku z broni śrutowej można przyjąć na zawierającą się między 25 a 50%, o tyle zmienna wynosząca 4 nie ma racji bytu. Zakłada, że na każdą sztukę strzelonej zwierzyny drobnej przypadają 4 strzały (tutaj również moglibyśmy zapytać czemu tak mało i czemu nie poszło się krok dalej rzucając np. kostką dwudziestościenną i mówiąc 15). Praktyka pokazuje jednak, że będzie to oscylowało w okolicach dwóch strzałów (strzał chybiony, strzał celny) – ze względu na fakt, iż w dalszym ciągu większość myśliwych korzysta z dubeltówek jako broni śrutowej, która pozwala na oddanie maksymalnie dwóch strzałów. Ponadto należy pamiętać, że do zwierzyny drobnej zaliczają się drapieżniki, które przez myśliwych odstrzeliwane są coraz częściej z użyciem broni kulowej, w kalibrach z grupy 5,6mm, których pociski mają masę w granicach trzech gramów. Biorąc zatem pod uwagę współczynnik wynoszący 2 oraz średnią masę naważki śrutu jako 30g (naważki między 28g a 32g) to uzyskujemy wartość rzędu 35,6 ton i to tylko przy założeniu, że wszystkie drapieżniki zostały odstrzelone z użyciem śrutu, a nie z użyciem broni kulowej.

Sumując uzyskane wartości wychodzi na to, że rzeczywista podaż ołowiu do środowiska to trochę ponad 42 ton, a nie jak wskazuje się prawie 95 ton.

Organizacja ta jednak od lat przywołuje inne liczby. Mówi, że myśliwi mają rocznie wprowadzać między 400 a 640 ton ołowiu rocznie? Jak zatem uzasadniono dodatkowe kilkaset ton? Okazuje się, że są to strzały oddane na strzelnicy!

„W czasie standardowego treningu strzeleckiego, który każdy myśliwy powinien odbyć przynajmniej raz w roku, strzela się 100 razy: 80 razy ze śrutu i 20 razy z kuli. Średnia naważka śrutu w najpopularniejszym kalibrze broni myśliwskiej 12/70 waha się w granicach 28–36 g. Ale są też naboje super magnum do zabijania gęsi z naważką śrutu 63 g. Myśliwi strzelają również na wewnętrznych zawodach strzeleckich, przystrzeliwują broń na strzelnicach, doraźnie sprawdzają celność broni w terenie – ilości tych wystrzałów ze względu na jej szacunkowość nie uwzględniono w wyliczeniach, choć w naszej opinii jest ona naprawdę znacząca. Przyjęto średnią wagę naważki śrutu 0,032 kg. Najczęściej używane pociski kulowe mają wagę 9–11 g. Przyjęto średnią wagę ołowianego pocisku myśliwskiego 0,010 kg. Treningowe strzelanie: myśliwych jest 125 000 × 80 strzałów śrutowych o wadze 0,032 kg = 320 000 kg. Strzelanie kulowe: 125 000 × 20 strzałów o wadze 0,01 kg = 25 000 kg ołowiu. Razem na treningach daje to 345 000 kg ołowiu rocznie.

”Nie bardzo wiemy od czego zacząć bo ten wpis wystarczy skomentować kilkoma słowami – strzelnice, będące obiektami zamkniętymi nie mogą być traktowane jako część środowiska naturalnego, w którym bytuje zwierzyna. Coraz więcej strzelnic jest również obiektami krytymi (osie strzeleckie znajdują się wewnątrz budynku), zaś w zgodzie z obowiązującymi przepisami na zarządcy strzelnicy ciąży obowiązek cyklicznego odzyskiwania ołowiu. Ponadto Niech Żyją! przywołują nieistniejący przepis – wynikającym ze statutu obowiązkiem myśliwego jest podnoszeni swoich umiejętności strzeleckich, ale nigdzie nie jest opisane, jak to podnoszenie kwalifikacji ma wyglądać. Przytoczone przez Niech Żyją! liczby strzałów są wyliczeniem liczby strzałów przypadających na konkurencje wieloboju myśliwskiego w starej formule. Nie bardzo rozumiemy czemu przytacza się tutaj naboje super magnum, których dostępność w Polsce jest praktycznie zerowa, zaś wskazane naważki naboi w kalibrze 12/70 dotyczą naważek „terenowych” a nie „strzelnicowych” gdzie stosuje się naważki w granicach 24-28g.Innymi słowy te 345000kg nie powinno być w ogóle brane pod uwagę, a za wartość obowiązującą należy uznać maksymalnie 42 tony, czyli dziesięciokrotnie mniej niż dolna wartość przywoływana przez Niech Żyją! i innych przeciwników łowiectwa.

Pytanie skąd wzięła się zatem wartość od 400 do 640 ton? Można oczywiście przyjąć, że ze złośliwości, ale najprawdopodobniej wynika z zupełnie innej rzeczy – nieznajomości przepisów prawa.

Jak należy to rozumieć. Estymowane 400-640 ton ma być wartością uzyskaną na podstawie sprzedaży amunicji myśliwskiej w Polsce. Wydaje się to logiczne, ale nie do końca.

Ustawa o Broni i Amunicji określa, że posiadając broń można posiadać i nabywać amunicję do tej broni. Posiadając strzelbą kaliber 12 można kupić amunicję tego kalibru, co jest logiczne i zrozumiałe. Trzeba jednak spojrzeć na sprawę ogólniej. W zgodzie z tym przepisem posiadając broń myśliwską, możemy mieć amunicję myśliwską, zaś broń sportową, amunicję sportową itd. Oznacza to, że każda amunicja kupiona do broni zarejestrowanej do celów łowieckich staje się amunicją myśliwską, bez uwzględnienia jej rzeczywistego przeznaczenia. Innymi słowy na podstawie samych danych sprzedażowych nie można estymować rzeczywistej podaży ołowiu do środowiska, ponieważ nie każda amunicja myśliwska jest wykorzystywana do polowań.

źródło face.eu

Powiązane posty