Mistrzostwo hipokryzji. O nowelizacji prawa łowieckiego – ad vocem.

Kilka dni temu Gazeta Prawna opublikowała tekst o myśliwych, którego poziom przystawał raczej do pudelka.pl albo innego podobnie wysokich lotów portalu. Zanim zdążyliśmy się do niego odnieść, napisała do nas Koleżanka myśliwa, która z kobiecą delikatnością, ale i dobitną logiką, dała odpowiedź autorowi. Za jej zgodą, publikujemy poniżej list.

Bronimy myśliwych, wspieramy łowiectwo, walczymy z mową nienawiści w Internecie.
Chcesz pomóc? Wpłać i pomóż nam działać dalej!

5 zł lub więcej na:

Patronite.pl | Zrzutka.pl | Przelew lub dowiedz się więcej >>

Szanowny IAŚu, Szanowne Koleżanki i Koledzy po strzelbie!

Chciałam odnieść się do tekstu dr hab. Cezarego Błaszczaka opublikowanego w gazecie “Dziennik Gazeta Prawna” pt.: ”Mistrzostwo hipokryzji. O nowelizacji prawa łowieckiego”.

Niestety, cały artykuł ma bardzo pejoratywny wydźwięk dotyczący Naszego środowiska jak i wykonywanych przez Nas czynności (przede wszystkim polowania). Odnoszę wrażenie, że Pan Profesor albo źle trafił, jeśli chodzi o myśliwych (w każdym środowisku spotykane są czarne owce, nie należy przez ich pryzmat oceniać całej społeczności), albo swoją opinię opiera na bardzo subiektywnych opiniach osób nam przeciwnych (m.in Z. Kruczyńskiego czy organizacji pseudoekologicznej “Niech Żyją”).

W artykule padają takie stwierdzenia jak: “(…) Powszechnie uważa się, że życie zwierząt ma wartość i że nie należy go odbierać bez dobrego powodu (zostawmy tu kwestię tego, co jest dobrym powodem). Norma ta jest dla społeczeństwa polskiego na tyle bezdyskusyjna i warta realizacji, że doszło do jej jurydyzacji w prawie ochrony zwierząt. Stąd też, jeśli ktoś z zabijania zwierząt czerpie przyjemność (a nie jest to dla niego przykrą koniecznością dającą co najwyżej satysfakcję z dobrze wykonanej pracy), uznaje się to za przejaw zepsucia moralnego bądź zaburzenia psychicznego.

Dlaczego więc mielibyśmy godzić się na oswajanie kolejnych pokoleń ze złem i z patologią?”. Tak więc jak widać polowanie to dla autora tylko ZŁO i PATOLOGIA. W Polsce, aby legalnie uczestniczyć w polowaniu, należy mieć ukończone 18 lat. W Skandynawii w polowaniu mogą uczestniczyć dzieci, a nastolatki mogą wykonywać polowanie pod opieką dorosłego. Jakoś nie zauważyłam, aby te kraje były zagłębiem ZŁA i PATOLOGII, wręcz przeciwnie, w krajach tych łowiectwo jest traktowane normalnie, jako jeden z elementów ochrony przyrody i cieszy się dużym poparciem społecznym.

Dalej Autor dodatkowo przedstawia jeszcze swoją opinię dotyczącą ogółu Polaków, kwitując ich słowami: “(…)Przecież na wsiach wciąż popularne są łańcuchy i rozpadające się budy, a w miastach z żywych istot robi się zabawki albo worki do bicia. Obraz dramatu dopełniają warunki panujące w hodowli przemysłowej, inicjatywa ograniczenia odbioru interwencyjnego albo głosy o tym, że zwierzęta „mają prawo być smaczne”. (…)”.

Przeczytanie tego artykułu nie było przyjemne, wręcz momentami robiło mi się aż przykro. Może i nie jestem długo Dianą, natomiast nie zdarzyło mi się spotkać w Naszym środowisku zwyrodnialców i katów, którzy z przyjemnością pastwią się nad zwierzyną. Zdecydowana większość myśliwych to otwarte i przyjazne osoby, które chętnie dzielą się swoją wiedzą z zainteresowanymi.

Dzięki nowoczesnej i precyzyjnej broni, a także treningowi, każdy myśliwy ma możliwość odebrania życia zwierzęciu bez zadawania mu większych cierpień. I nie, nie da się tego uniknąć, nie da się całkowicie wyeliminować cierpienia, ale rozejrzymy się wokół nas: polowanie wykonujemy nie tylko my, ale miliony innych wysoko wyspecjalizowanych zwierząt – drapieżników. Pozyskiwanie pokarmu jest nierzadko o wiele bardziej krwawe niż nasze polowania (ofiary często są spożywane jeszcze żywe).

Zarówno my, jak i drapieżniki mamy te same misje – ograniczamy populacje ofiar jak i pozyskujemy wartościowy pokarm. Skoro taksonomia kwalifikuje nas jako zwierzęta, to dlaczego nie możemy wykonywać tych samych czynności? Dodatkowo uzyskane drogą ewolucji człowieczeństwo i empatia pozwalają nam na etyczne polowanie, które gwarantuje maksymalne obniżenie cierpienia i bólu zadawanego zwierzynie podczas pozyskiwania.

Autor nazywa hipokryzją prawo łowieckie: “Jeśli zastanowić się nad prawem łowieckim, to niemal całe jawi się jako wielka społeczna hipokryzja (bo prawodawca wypowiada się w imieniu społeczeństwa). Ustawa wprost stwierdza przecież, że celem myśliwych jest ochrona życia i dobrostanu zwierząt. (…)”.

Zatem pozostaje mieć tylko nadzieję, że Pan Profesor sam nie jest hipokrytą i nie jada mięsa – bowiem mięso też kiedyś było mięśniem żyjącego zwierzęcia, które musiało umrzeć, aby Autor mógł przyrządzić sobie zdrowy i sycący posiłek.

Z myśliwskim pozdrowieniem,

Darz Bór

Julia