Tęczowe jednorożce, czyli co łączy sprawę Mariki M. z myśliwymi?

W komunikatach naszej fundacji zdarzało nam się odwoływać do sytuacji prawnej, medialnej i społecznej mniejszości określającej się ciągiem liter ze znakiem plus. W kwestiach natury seksualnej, z przyczyn oczywistych, najbardziej interesuje nas życie jeleni, a temat upodobań Homo sapiens ani nas szczególnie nie martwi, ani nie jest przedmiotem celów Instytutu Analiz Środowiskowych.

Bronimy myśliwych, wspieramy łowiectwo, walczymy z mową nienawiści w Internecie.
Chcesz pomóc? Wpłać i pomóż nam działać dalej!

5 zł lub więcej na:

Patronite.pl | Zrzutka.pl | Przelew lub dowiedz się więcej >>

Narrację taką stosujemy, jednakże z dwóch powodów.

Po pierwsze, ujawniamy hipokryzję. Nie trzeba być wnikliwym obserwatorem sceny polityczno-medialnej, aby wykryć prawidłowość – admiratorzy „tęczowców” nienawidzą myśliwych. Jest to o tyle zabawne i straszne zarazem, że te same osoby, które za sam fakt braku dostatecznego zachwytu nad zachowaniem uczestników parad równości są skłonne stawiać przed sądami i żądać najwyższych kar, innym razem nawołują do popełniania przestępstw na szkodę myśliwych i szerzą wobec nich nienawiść w czystej formie. Homofobia -be, venatofobia – cacy; na takie postawienie sprawy się nie zgadzamy! Albo można mówić wszystko, albo takie same ograniczenia muszą chronić wszystkie grupy społeczne. Tertium non datur!

Po drugie, irytuje nas uleganie przez instytucje publiczne modom obecnym w dyskursie publicznym. W naszej działalności prowadziliśmy wiele spraw związanych z popełnieniem przestępstw na szkodę myśliwych: gróźb karalnych, znieważania, naruszenia nietykalności cielesnej, zniesławienia, nawoływania do niszczenia mienia, przerywania polowania. Żadna z tych spraw nie zbliżyła się nawet do rozstrzygnięcia podobnego do (to przepełnia naszą czarę goryczy!) ujawnionej niedawno sprawy Mariki M. – skazanej na 3 lata bezwzględnego więzienia (prokurator żądał 6 lat!) w związku z szarpaniną o tęczową torbę.

Wyszarpywanie tęczowej torby – be, wyszarpywanie sztucera – cacy; zwichnięcie paluszka – odsiadka na 3 lata; bicie myśliwego w twarz – odstąpienie od orzeczenia kary; publiczne zwyzywanie myśliwego czy nawoływanie do niszczenia ambon – umorzenie z uwagi na znikomą szkodliwość społeczną, bo tylko wyraz uzasadnionego sprzeciwu wobec polowań. Na takie postawienie sprawy też się nie zgadzamy!

W całym tym porównaniu widzimy jednak znaczące różnice sytuacji obu grup. Myśliwych nie wspomagają żadne media oprócz ich własnych, wiodące siły polityczne, obecne w Polsce ambasady obcych państw, największe firmy skupiające większość istniejącego na świecie kapitału. Mówiąc wprost, sytuacja myśliwych jest o wiele trudniejsza. Być może to kwestia minimalnych oczekiwań, ograniczających się do prawidłowo rozumianej tolerancji – znoszenia tego czego nie akceptujemy, zamiast żądania podziwu?

Być może to zbyt duży szacunek dla uczuć osób trzecich – zamykanie się w zaciszu obwodów łowieckich, zamiast chodzenia po ulicach miast z tuszami upolowanej zwierzyny? Nad tym będziemy się jeszcze zastanawiać, a wnioski wcielimy w życie.