„Sieć ostatnią Trzej Królowie rozpinają po dąbrowie” – relacja z I polowania integracyjnego na ziemi włoszczowskiej pod patronatem Instytutu Analiz Środowiskowych

Jest piątek, 12 stycznia 2024 r. Na ten dzień czekałem cierpliwie kilka tygodni. Od organizatora o tym niespotykanym dotąd przedsięwzięciu dowiedziałem się jakoś w grudniu. Już wtedy po krótkiej rozmowie wiedziałem, że to będzie wspaniały weekend. Do wyjazdu szykowałem się dwa dni. Broń, amunicja, odpowiednia do rodzaju polowania optyka. Odzież, która zapewni nieograniczone ruchy, a jednocześnie zapewni odpowiednią ochronę termiczną. Służby meteo zapowiadają zimę i do tego silny wiatr. Jak wiadomo na polowanie nie ma złej pogody, więc szykuję się na fajną przygodę. Miejsce spotkania, to myśliwski domek jednego z kół łowieckich na Ziemi Włoszczowskiej. Docieram na miejsce około 20:00. W kwaterze trwa już spotkanie. Biesiada rozkręcona na całego. Diany, myśliwi i psy myśliwskie. Są posokowce, wyżeł i mój jagdterrier.

Bronimy myśliwych, wspieramy łowiectwo, walczymy z mową nienawiści w Internecie.
Chcesz pomóc? Wpłać i pomóż nam działać dalej!

5 zł lub więcej na:

Patronite.pl | Zrzutka.pl | Przelew lub dowiedz się więcej >>

Przyjaciele z całej Polski witają się ze mną i wkręcają od razu w dobrą atmosferę. Drewniane stoły uginają się pod ciężarem jadła i napitków. Każdy przywiózł ze sobą coś do poczęstowania innych. Rozmawiamy o kolejach polskiego łowiectwa, o tym co czeka nas w najbliższej przyszłości. Debatujemy o wyższości jednego kalibru nad drugim i o tym co my sami zrobiliśmy dla wspólnego dobra. Rozmowa przeciąga się i nagle ktoś rzuca hasło. Sauna jest nagrzana i gotowa na przyjęcie gości. Chętni ruszyli do swoich komnat by przygotować się do posiedzenia w gorącym gnieździe rozkoszy. Część biesiadników przeniosła się na zewnątrz by napawać się płomieniami z rozpalonego ogniska. Ktoś piecze kiełbaskę z jelenia, ktoś inny przypieka pajdę swojskiego chleba. Nagle drzwi domku otwierają się i cała gromada parujących golasów wybiegła prosto z sauny by zniknąć w sporych rozmiarów śnieżnych zaspach. Wspaniały wieczór nie trwał jednak wiecznie. Poranna zbiórka na polowanie każe nam szykować sobie gniazdka do snu. Po krótkiej chwili słychać tylko posapywanie śpiących psów. Zasypiam.

Budzik odezwał się o 8:00. Jeden po drugim wszyscy wstają z łóżek. Ktoś bierze prysznic, ktoś inny szykuje śniadanie. Jeszcze inni wychodzą z psiakami na plac przed domkiem. Dopijamy kawę i dopalamy papierosy. Przygotowana odzież ląduje na nas. Broń wyjęta z szafy, jest gotowa na dzisiejsze łowy. Przed dziewiątą wszyscy już gotowi. Nadjeżdża organizator i sygnalista odgrywa sygnał na zbiórkę. Myśliwych polujących w naszej grupie jest dwudziestu siedmiu. Polowanie odbywa się bowiem w 6 grupach. Każda grupa to członkowie innego Koła Łowieckiego z okolicy. W tych łowach biorą udział koła Łowieckie: Jenot Częstochowa, Belina Włoszczowa, Kuna Radów, Wiara Myśliwska Sosnowiec oraz Żubr Bytom. Każdy rozpoczyna na swoim terenie, a wspólny pokot i biesiada są zaplanowane na godzinę 15:00 w siedzibie Koła Łowieckiego Jenot Częstochowa. Odprawę przed łowami zaszczyca swoją obecnością Łowczy Okręgowy z Częstochowy. Kilka zdań o bioasekuracji przekazuje również pracownik Powiatowego Inspektoratu Weterynarii z Włoszczowy. Na końcu przemawia organizator i łowczy koła Jenot Częstochowa, Miłosz Kościelniak-Marszał. Opowiada o historii łowiectwa w regionie, wspomina patrona odbywającego się właśnie polowania, zacną postać z historii łowiectwa Włodzimierza Korsaka, który w 1923 roku (na dwa lata) otrzymał stanowisko Głównego Łowczego Rzeczypospolitej. Później m.in. zarządzał dobrami Jarosława Potockiego. Do wybuchu wojny był też łowczym w Dyrekcji Lasów Państwowych na Wileńszczyźnie. Brzmi dostojnie i tak też jest. Łowy odbywają się pod hasłem „Sieć Ostatnią Trzej Królowie Rozpinają Po Dąbrowie”. Odczytano listę obecności, przedstawiono menerów i ich psy oraz kandydatów na myśliwych którzy odbywają aktualnie staż myśliwski oraz naganiaczy. Współprowadzący polowanie na prośbę organizatora, rozdaje wszystkim uczestnikom okolicznościowe znaczki. Prowadzący podaje jakiego zwierza dopuszcza dzisiaj do polowania. Omawia warunki bezpieczeństwa, życzy wszystkim przychylności Św. Huberta i kończy odprawę. Po sygnale na łowy wszyscy ruszają do podwody, która już czeka przed bramą na lokalnej drodze. Ruszamy w knieję.

Pierwsze pędzenie przebiega w pokojowej atmosferze. Zwierz był widziany, ale nie było dogodnej sytuacji, aby oddać strzał. W ciszy spotkaliśmy się w wyznaczonym miejscu. Transportują nas w inną część obwodu. Prowadzący zapewnia, że kolejny miot będzie bogaty w jelenie. Okazało się, że o świcie, wraz myśliwym z lokalnego koła, otropili łowisko i stąd informacja o jeleniach. Podzieleni na dwie grupy ruszamy w ciszy na stanowiska. Prowadzący wskazuje mi moje miejsce na flance. Zostaję i ładuję broń. Stoję na gęstym lesie. Oczami wyobraźni widzę już pędzącego zwierza uchodzącego przed sforą gończych. Sygnał dla naganki rozbrzmiewa w kniei. Sfora rusza i zaczyna głosić zwierza. Z mojej prawej strony pada strzał, potem kolejny i kolejny. Tym razem nie dane mi było widzieć zwierza, ale koledzy upolowali cielaka jelenia. Po zakończonym pędzeniu wracamy do podwody, gdzie pali się już ognisko, a kandydaci krzątają się przy posiłku. Naraz pojawia się ogromna żeliwna patelnia, na którą trafia olej, a chwilę później plastry wątróbki i cebulka. Prawdziwe myśliwskie danie w scenerii zimowego lasu. Rarytas!

Najedzeni przejeżdżamy na trzecie pędzenie. W ciszy rozprowadzają nas po lesie, tworząc linię i dwie flanki. Rozbrzmiewa sygnał informujący o rozpoczęciu pracy naganiaczy. Stanowiska zajęte i broń załadowana. Zaczynają klekotać kołatki i słychać w oddali grę sfory. Stoję na zatropiu. Jest szansa na jelenia. Dopuszczone są byki i cielaki. Nagle słychać jak łamią się gałęzie i moim oczom ukazuje się chmara jeleni. Zauważają nas myśliwych i zatrzymują się w miocie 20 m przed nami. Są zbite w grupę i chwilkę nam się przyglądają. Nagle z grupy wyskakuje najbardziej doświadczona łania, zwana licówką, i rusza w gęsty młodnik przeskakując linię. Za nią nadal zbite w grupie pędzą kolejne łanie i na końcu dwa cielaki. Trzymam jelenie w krzyżu. Czekam aż wyskoczą na rzadszy las. W biegu rozciągają chmarę i oba cielaki zostają lekko z tyłu. Odległość już dość duża bo zrobiło się jakieś 70m. Wyprzedzam cel w lunecie i naciskam spust. Jelenie w komplecie uszły w knieję. Kula utkwiła w dorodnej sośnie nie dolatując do celu. No cóż, tak bywa. Święty Hubert miał inne plany niż ja. Po drugiej stronie miotu padają strzały. Też bez efektu. Rozbrzmiewa sygnał koniec pędzenia, rozładowujemy broń i kierujemy się na miejsce zbiórki.

To już ostatnie pędzenie, jest godzina 14:10. O 15.00 zaplanowane jest wspólne dla wszystkich kół łowieckich zakończenie polowania. Z całego regionu zjeżdżają łowcy zaproszeni na uroczyste zakończenie łowów. Zwożą zwierza i zgodnie z tradycją wspólnie układamy pokot. Na początek jelenie, potem dziki, sarna i przedstawiciel drapieżników – mykita. Gruba zwierzyna otrzymuje pieczęć i ostatni kęs. Jest sygnał na zbiórkę. Prawie sto pięćdziesiąt osób staje do wspólnego pokotu.

Sygnalista po kolei odgrywa sygnały na polecenie organizatora łowów. Prowadzący z poszczególnych kół przekazują w formie raportu osiągnięcia swoich myśliwych. Na koniec Miłosz Kościelniak-Marszał zdaje raport zbiorowy kieleckiemu Łowczemu Okręgowemu – już wiemy, że naraz polowało 114 nemrodów i 26 psów. W sumie oddano 38 strzałów. Jarosław Mikołajczyk z dumą dziękuje za złożenie raportu i zwracając się do uczestników łowów, zauważa podjętą przez organizatora inicjatywę tego typu polowania. Ma nadzieję że ta rozpoczęta właśnie tradycja będzie trwała nadal, zrzeszając co roku większą ilość myśliwych i menerów. Zewsząd słychać słowa uznania i zadowolenia. Oczywistym jest, że taka inicjatywa potrzebuje wsparcia. Tegoroczne łowy „Sieć ostatnią Trzej Królowie rozpinają po dąbrowie” imienia Włodzimierza Korsaka odbyły się dzięki wsparciu redakcji Miesięcznika myśliwych i sympatyków łowiectwa „Brać Łowiecka” oraz Instytutu Analiz Środowiskowych, które objęły je swoim patronatem, podobnie jak Łowczy Okręgowy PZŁ w Kielcach oraz Burmistrz Włoszczowy.

Najładniejszy sygnał „na biesiadę” dał wszystkim znać, że stoły już zastawione jadłem i czas się posilić. Zgodnie z tradycją pierwsi i najbardziej strudzeni stają do biesiady naganiacze, potem menerzy z psami i na końcu myśliwi. Biesiada trwała do późnych godzin wieczornych. Uczestnicy w doskonałej atmosferze rozjechali się po regionie powiatu, ale i Polski. Ja z moją Salsunią bezpiecznie dotarliśmy do domu i już nie możemy się doczekać kolejnego wspólnego spotkania z przyjaciółmi z Ziemi Włoszczowskiej.

Darzbór.

Działamy dzięki Tobie!

Wsparcie finansowe dla naszej fundacji jest kluczowe, abyśmy mogli kontynuować naszą misję ochrony środowiska, wsparcia myśliwych oraz prowadzenia badań i programów edukacyjnych.

Jesteśmy w pełni niezależni, utrzymujemy się dzięki Waszym dobrowwolnym wpłatom. Twoja hojność ma ogromny wpływ na nasze działania, dlatego zachęcamy Cię do przekazania darowizny poprzez różne dostępne metody.

Chcesz pomóc? Wpłać i pomóż nam działać dalej!

5 zł lub więcej na:

Patronite.pl | Zrzutka.pl | Przelew lub dowiedz się więcej >>