Pojawienie się w ostatnich latach w przestrzeni publicznej nowego, silnego gracza w postaci Instytutu Analiz Środowiskowych pokazało dobitnie iż na naszym „podwórku” ekologicznym jest mnóstwo pracy do zrobienia, a czasy bezkarności niektórych środowisk dobiegają końca. W toku prowadzonych przez nas spraw niejednokrotnie przecieraliśmy oczy ze zdziwienia do czego są zdolne wszelakiej maści ruchy ekologiczne oraz osoby je wspierające. Począwszy od zwykłych kowalskich, poprzez wszelakich „celebrytów”, osoby znane, mniej znane, na politykach i mediach głównego nurtu kończąc, ze wszech stron nie ustaje hejt na myśliwych i leśników. Na pierwszy rzut oka wydaje się to wszystko „ głosem oburzonego ludu” .Jednakże po dokładniejszej analizie tego zjawiska pojawiają się wciąż te same pytania. Czy to aby na pewno głos ludu? Czy nie kryje się za tym wszystkim jakieś drugie dno? Czy intencje ruchów ”ekologicznych” są tak szlachetne jak to one przedstawiają Po lekturze kilku artykułów na portalach społecznościowych, teoretycznie niepowiązanych ze sobą grup „ekologicznych”, uderza zaskakująca zbieżność celów oraz niesamowita synchronizacja czasowo tematyczna.

Pkt. 1 mięso

Z naszych dobrze poinformowanych źródeł w urzędach miejskich wynika, iż w kilku miastach w Polsce aktywiści „ekologiczni” „poprzez bezpośrednie rozmowy z urzędnikami próbują wywrzeć nacisk by do szkół wprowadzić zakaz spożywania mleka, ograniczyć spożywanie mięsa praktycznie do zera , oraz wymóc zakaz reklamy produktów pochodzenia mięsnego w przestrzeni publicznej zależnej od miasta . Prym w tej dziedzinie wiodą wrocławskie ruchy ekologiczne w porozumieniu z ruchami warszawskimi oraz szczecińskimi. Nasuwa się tu pytanie? Czy to aby o zdrowie naszych dzieci chodzi? Czy ta szczytna idea nie ma drugiego dna oraz czy nie godzi w nasze bezpieczeństwo żywieniowe? Wszyscy wiemy, iż rolnictwo jest jednym z najważniejszych filarów naszej samowystarczalności oraz bezpieczeństwa. Osłabiając nasze rolnictwo wzmacniamy tym samym gospodarki Chin, Rosji, krajów Ameryki Południowe, które w przeciągu kilku ostatnich lat podwoiły produkcję mięsną, zalewając rynki światowe mięsem niekoniecznie najwyższej jakości. Pytanie czy izby rolne z tych miast wiedzą o zagrożeniu i czy przeciwdziałają temu zagrożeniu?

Pkt 2 łowiectwo

To chyba jeden ze sztandarowych tematów wszelakiej maści ruchów miejskich. I tu znowu pojawia się rolnictwo. Wszyscy wiemy iż symbioza rolnictwa i łowiectwa jest kluczowa dla bezpieczeństwa żywnościowego naszego kraju. Ochrona pól przez sprawnie działające koła łowieckie w połączeniu z bezkosztową dla Państwa gospodarką łowiecką jest rozwiązaniem unikatowym w skali światowej. Jednakże, forsowane przez ruchy miejskie rozwiązania mają na celu ograniczenie łowiectwa do minimum pozostawiając rolników samym sobie z kolejnymi kłopotami których niektóre gospodarstwa mogą nie udźwignąć doprowadzając je do bankructwa i osłabienia naszej gospodarki.

Są to tylko dwa punkty z całego mnóstwa tematów będących w kręgach zainteresowania organizacji „ekologicznych”. Czy organy naszego Państwa mają jakiś plan lub czy już wdrożyły procedury mające na celu zapewnienia nam bezpieczeństwa? Czy służby monitorują środowiska wpływu? Ich sposób działania i źródła finansowania? Czy jako obywatele możemy czuć się bezpiecznie pod względem żywnościowym?

foto: shutterstock

Powiązane posty