Dość istotnym aspektem ujawnionym w hejcie na Wyzwanie MacIasia, jest jego aspekt kulinarny. Dla myśliwych oczywistym jest, że co najmniej jeden (skup łownego ptactwa nie istnieje), z obiektów naszego wyzwania trafił na ich stół. Osoby niezwiązane z łowiectwem i rolnictwem już dawno w swoim świecie wyparły połączenie pomiędzy mięsem (produktem), a jego pochodzeniem (ubojem). Dlatego współczesna (pseudo)kultura hołubi sztukę kulinarną – w postaci wszelkich telewizyjnych show o gotowaniu – i potrafi się rozpływać nad sposobami marynowania steka z sezonowanej wołowiny, zapominając przy tym, że na początku ten stek był krową i jednocześnie potępiając łowiectwo. Nie dociera do nich, że myśliwi robią to samo, tylko pomijając etap pójścia do sklepu (gdzie mają gotowe półprodukty, których wytworzeniem, w tym ubojem, zajął się ktoś inny), tworzą swój stek z jelenia przez udział we wszystkich etapach jego „produkcji”. Imaginarium konsumenta nie jest kompatybilne z imaginarium myśliwego-twórcy; to też nas nie dziwi. Dziczyzna to żywność, która najmniej obciąża przyrodę w trakcie jej „produkcji”.

Nasze wyzwanie realizowaliśmy w chłodne (choć nie mroźne) dni, idealnym sposobem na utrzymanie dobrego stanu zdrowia jest gorący rosół. Najlepiej spożywać go przed rozpalonym kominkiem. Tym bardziej, że upolowanie dorodnego koguta bażanta nie jest prostym wyzwaniem. I ciepło kominka pomoże w rozgrzaniu zmarzniętych stóp.

Warto tutaj przyjrzeć się samemu mięsu bażanta pod względem jego składu i parametrów i porównać z najpopularniejszym surowcem rosołowym w naszym kraju, czyli kurczakiem.

Różnice są znaczne i widoczne niemal gołym okiem – mięso z bażanta zawiera kilkukrotnie mniej tłuszczy od mięsa kurczaka (0,35% bażant oraz 1,16% kurczak). Mięso bażanta zawiera również ok. 3 razy więcej potasu, w porównaniu z mięsem kurczaka oraz ok. 2,5 razy więcej magnezu. Zawiera również ok 3% mniej wody. Zróżnicowana dieta bażanta (w porównaniu z kurczakiem hodowanym w sposób przemysłowy) oraz swobodny tryb życia wpływają również korzystnie na strukturę oraz smak mięsa.

Poniżej proponowany przez Fundację Instytut Analiz Środowiskowych przepis na rosół z bażanta.

Po oczyszczeniu, tusze należy podzielić na 4 części. Wkładamy do garnka lub miski i zalewamy mięso zimną wodą. Woda będzie teraz wyciągać krew z mięsa i należy ją zmienić w ciągu dnia 2-3 razy. Po wypłukaniu bierzemy garnek 5l i wykładamy do niego oczyszczone warzywa i mięso. Marchew – 5 dorodnych

Seler – połowa

Cebula – 1 mała

Czosnek – 2 ząbki

Por – 10-15 cm od korzenia

Pietruszka – korzeń lub dwa

Ziele angielskie – kilka ziaren

Owoc jałowca – dwie zmiażdżone jagody

Szczypta soli,

10 ziaren pieprzu czarnego

Całość zalewamy czystą zimną wodą, tak aby zakryć wsad (na jednego bażanta około 2l wody) i wstawiamy na palnik. Teraz rosół będzie się gotował przez około 2 godziny. Należy pamiętać by nie wrzał, lecz tylko lekko „mrugał”. Po 2 godzinach lub najlepiej następnego dnia, można podawać z makaronem lub kaszą manną pokrojoną w kostkę. Udekorować zieloną nacią pietruszki i plasterkami marchwi z rosołu.

Przygotowanie samego bażanta do spożycia jest proste. Jeśli to bażant kupiony w formie mrożonej, po odmrożeniu w wodzie jest gotowy do dalszej obróbki. Koguta pozyskanego samodzielnie też można mrozić celem skruszenia mięsa.

Dla bardziej wymagających można zastosować bardziej tradycyjną metodę dojrzewania mięsa.

Po ustrzeleniu kuraka, należy go dokładnie wykulkować. Po powrocie do domu, kogutka wieszamy w dogodnym przewiewnym miejscu, osłoniętym przed słońcem, w niskiej temperaturze. Mięso dzikiego ptactwa charakteryzuje się ciemnym kolorem i jest dość twarde, dlatego też zostaje poddane dojrzewaniu, które wpłynie na kruchość i soczystość mięsa. Dojrzewanie bażantów i kuropatw trwa 2-3 dni, dzikich gęsi ok. 10 dni, a dzikich kaczek ok. 2-3 tygodnie. Po tym czasie zabieramy koguta do domu i delikatnie skubiemy z piór. Patroszymy, zważając by nie uszkodzić woreczka żółciowego na wątrobie.

Polowanie to przygoda, satysfakcja łowcy, często też jego walka z własnymi słabościami i ograniczeniami. Nasza wersja wyzwania MacNaba – MacIaś – wywołała wściekłość wśród aktywistów antyłowieckich, pseudo-ekologicznych i zwykłych internetowych trolli i hejterów, właśnie z tego powodu. O ile co do konieczności prowadzenia gospodarki łowieckiej i odstrzałów w pewnym stopniu można się porozumieć, to wspomniane środowiska dopuszczają ich wykonywanie tylko przez „profesjonalistów”, za pieniądze i najlepiej z obrzydzeniem u wykonawców. Stąd częsta propozycja, że polowaniem powinni się zajmować – w ramach obowiązków służbowych – pracownicy Lasów Państwowych. Źródła ciągotek do takiego etatyzmu, rodem ze słusznie minionego ustroju, nie będziemy zgadywać. Nadmieńmy tylko, że jest to postulat marnowania dobrowolnie wykonywanej, społecznie użytecznej pracy. Zwierzynie jest naprawdę obojętne, czy osoba dokonująca jej odstrzału robi to z pobudek finansowych, poczucia obowiązku, czy też celem uzupełnienia własnej lodówki. Ważne aby wszystko było zorganizowane w sposób racjonalny i w ramach prawa. Łowiectwo to świetny przykład społecznej umowy typu win-win. Myśliwy realizuje swoje pasje oraz zyskuje dostęp do dziczyzny, a społeczeństwo otrzymuje dobrze wykonaną pracę w zakresie gospodarowania populacjami zwierzyny oraz (poprzez system skupów) zyskuje dostęp do wysokiej klasy żywności. Przeciwnicy tego rozwiązania, to w rzeczywistości nie żadni miłośnicy przyrody, a osoby mające utopijne spojrzenie na świat, co gorsza chcące by całe społeczeństwo żyło wedle wyznawanych przez nich idei.

My tymczasem dalej będziemy walczyć, wierząc, że w tym kraju jest rzeczywiście miejsce dla ludzi wyznających różne idee i żyjących w zgodzie ze swoimi przekonaniami.

Nie chcąc wchodzić w buty aktywistów antyłowieckich, dla których tylko jedna droga jest słuszna i możliwa dla człowieka zmuszać do polowania na bażanty i jedzenia ich nie będziemy.

Możemy jedynie zachęcać, a tym co spróbują zrobić rosół z bażanta według przepisu IAŚ życzymy SMACZNEGO!

Powiązane posty