Tegoroczna jesień dla osób związanych z Instytutem Analiz Środowiskowych to nie tylko czas rykowiska i polowań na pióro, ale przede wszystkim czas wytężonej pracy w walce z venatofobami. Obecnie większość czasu poświęcamy na ściganie osób, które łamiąc prawo nawołują do niszczenia urządzeń łowieckich lub celowo utrudniają wykonywanie polowań.

Wczoraj znalazł swój sądowy finał przypadek z Kośmider, gdzie dwoje mieszańców od pewnego czasu stara się uprzykrzać życie myśliwym, utrudniając im lub uniemożliwiając wykonywanie polowań na stawach rybackich, które znajdują się na terenie dzierżawionego obwodu łowieckiego.

Ponieważ wyrok pozostaje nieprawomocny, nie będziemy komentowali jego treści, lecz ograniczymy się do poinformowania, że mimo nacisku mediów, które jednostronnie relacjonując proces starały się wybielać oskarżonych, sąd nie miał wątpliwości, że w sposób zawiniony dopuścili się oni czynu zabronionego.

Powyższego orzeczenia nie traktujemy w kategoriach wielkiego sukcesu, lecz jako mały kroczek do normalności, gdyż prawo nie może dalej ustępować przed bezprawiem, a legalne działania myśliwych przed sabotażem prowadzonym przez pseudoekologów.

Powiązane posty