Fałszywy obraz niebezpieczeństwa ze strony myśliwych

Skąd bierze się powszechne wśród venatofobów (ale także ludzi niemających uprzedzeń wobec łowiectwa) przekonanie, że wypadków na polowaniach jest o wiele więcej, niż w istocie? Temat jest rozległy, ale na początek można przyjąć ogólne założenie, że postrzelenia są bardziej medialne niż np. codzienne wypadki drogowe, więc przyciągają uwagę. Zaś media starają się to wykorzystywać i grają na emocjach w pogoni za kliknięciami, w której coraz bardziej gubi się rzetelność dziennikarska.

Bronimy myśliwych, wspieramy łowiectwo, walczymy z mową nienawiści w Internecie.
Chcesz pomóc? Wpłać i pomóż nam działać dalej!

5 zł lub więcej na:

Patronite.pl | Zrzutka.pl | Przelew lub dowiedz się więcej >>

Negatywne wypowiadanie się o myślistwie jest dla mediów sposobem na przyciągnięcie uwagi odbiorców, stąd też chętne epatowanie tematyką wypadków na polowaniach, niewspółmiernie do rzeczywistego jej zakresu. Niemniej jednak można wymienić kilka czynników, które niezależnie od powyższego przyczyniają się do zafałszowania przekazu, jaki otrzymuje społeczeństwo:

  • powielanie informacji o tych samych incydentach przez media informujące o różnych etapach prowadzonych postępowań wyjaśniających, procesów itp., a przez to jeden incydent może być opisywany kilka razy z rzędu,
  • przypisywanie myśliwym incydentów za które ponoszą winę inne grupy legalnych użytkowników broni, wykorzystujących ją niezgodnie z przepisami (poza strzelnicami) lub na strzelnicach źle zabezpieczonych,
  • przypisywanie myśliwym efektów działalności kłusowników i innych osób nielegalnie posiadających broń,
  • celowe wprowadzanie w błąd opinii publicznej przez venatofobów (w tym przez główne media antyłowieckie w Polsce) oraz późniejsze powoływanie się w dobrej wierze przez inne redakcje na te niesprawdzone dane.

Strach polskiego społeczeństwa przed bronią potęgowany odgłosami strzałów w bliskiej odległości od miejsc zamieszkania. Wsie i inne osiedla rozrastają się, przez co zabudowania są coraz bliżej łowisk, a rozwiązaniem pozwalającym ograniczyć kontakty z hukiem strzałów z broni myśliwskiej mogłoby być rozszerzenie możliwości stosowania tłumików na inne rodzaje  polowań niż dopuszczone obecnie. Trzeba też podkreślić że są legalni użytkownicy broni np. kolekcjonerskiej czy czarnoprochowej którzy niezgodnie z przepisami używają jej poza strzelnicami (por. pkt 2).

Brak zaufania społecznego do myśliwych jako użytkowników broni spowodowany także brakiem odpowiedzialności i empatii wśród części myśliwych (przez np. zabijanie psów w pobliżu zabudowań lub pomyłki wynikające z niedostatecznego rozpoznania celu) https://analizasrodowiskowa.org/news/strzal-do-nierozpoznanego-celu-czyli-do-czego/

Na koniec zaś warto podkreślić generalny brak świadomości w społeczeństwie faktu, że łowiectwo generuje o wiele mniejsze ryzyko wypadku związanego z uszkodzeniem ciała niż inne aktywności, nie tylko sporty ekstremalne ale codzienne zajęcia jak jazda na rowerze czy podróż samochodem. Dla porównania tylko podczas długiego weekendu 7 – 11 czerwca 2023, na polskich drogach doszło do 327 wypadków, w których zginęły 34 osoby, a 371 zostało rannych (dane KGP za https://www.radiokrakow.pl/aktualnosci/kgp-podczas-dlugiego-weekendu-na-drogach-zginely-34-osoby-najwiecej-w-boze-cialo). Do podobnej liczby wypadków doszło w 2022, kiedy w długi weekend czerwcowy zginęło również 34 ludzi. Jeśli chodzi o rowery, to w 2022 r w wypadkach spowodowanych przez rowerzystów zginęły 72 osoby, a prawie 1,3 tys. odniosło obrażenia (źródło: https://www.onet.pl/informacje/newsweek/patorowerzysci-sieja-postrach-chamstwa-jest-coraz-wiecej/hm98ww8,452ad802). Dane za 2023 nie są jeszcze w tym momencie dostępne.

Tymczasem w Polsce, z udziałem myśliwych ROCZNIE dochodzi do znacznie mniejszej ilości wypadków śmiertelnych, a są lata gdy nie ma ani jednego. Niemniej jednak wymiar sensacyjny postrzelenia jest o wiele większy, o rozdmuchanie tego tematu dba silne lobby antyłowieckie w mediach.

Podnosi ono argument, że bez jazdy na rowerze czy transportu drogowego nie sposób się obejść, a bez myślistwa można i trzeba. Tylko, że ten argument nie ma żadnego pokrycia w rzeczywistości. Ludzie ci nie mają żadnego pojęcia o roli i znaczeniu łowiectwa w dzisiejszych ekosystemach, silnie i nieodwracalnie przekształconych przez człowieka lub nie obchodzi ich to, bo traktują krytykę łowiectwa jako zyskowną działalność i/lub trampolinę do zbijania politycznego kapitału. Ale o tym już w kolejnym artykule, w którym zastanowimy się wspólnie co by było, gdyby nagle zakazać w Polsce (i nie tylko) uprawiania myślistwa.